Fałszywa pewność siebie, czyli ogrywamy Bonda

Pewność siebie to wielki atut u każdego z nas drodzy samcy. Z natury kobiety preferują facetów, którzy odnajdą się i radzą sobie w każdej sytuacji. Tak już jest i jest to absolutnie naturalne.

Wjechał tu z grubym kabanem, obwąchał towarzystwo, wyhaczył sunie, obsikał terytorium i pokazał, kto jest ku*wa samcem alfa. Wielki Boras.

Internauta o Mateuszu Borku, wymieniającym skład Korei na Mistrzostwach świata w studiu ETOTO.

Dokładnie tak Panowie. Jedną z głównych cech typowych dla prawdziwego Samca Alfa jest bijąca od niego pewność siebie. To ona daje Wam przewagę w męskiej hierarchii i wyróżnia Was z tłumu.

Naoglądałem się Bonda, więc wiem co i jak.

W życiu zakładamy wiele masek. Przybieramy różne rolę niczym aktorzy otrzymujący świeży scenariusz od producenta. W zależności od tego czy potrafimy dopasować się do odpowiedniej kreacji, scenariusz akceptujemy bądź odrzucamy.

Dokładnie identycznie jest z pewnością siebie. Albo jesteśmy pewni siebie, albo nie. Jeśli nie to, albo przywdziewamy taką maskę i odgrywamy na co dzień Banderasa wpadającego w stroju Zorro do Saloon’u, albo nie i jesteśmy zwyczajnie sobą.

Idźmy dalej…

Jeśli już przywdziewamy taką maskę, to albo nam o wychodzi i inni odbierają nas jako rasowych samców Alfa, albo idzie nam to totalnie do dupy i jedyna spektakularna rzecz, jaka nam wyjdzie w tej kreacji to sytuacja, kiedy najebani nie zdążycie dojść do toalety i robicie „Zetkę” moczem na ścianie toalety swoją „szpadą”.

Ale co jeśli odgrywanie hiszpańskiego mściciela nam wychodzi?

Wszystko do czasu…

Wszystko idzie jak w zegarku. Kilka dziewczyn w tygodniu to dla nas żaden problem. Kreacja z czasem staje się perfekcyjna. Wydaje Wam się, że idealnie zastąpicie Daniela Craig’a w kolejnym Bondzie. Wszystko ładnie i pięknie, ale w życiu nie jest zawsze tak kolorowo 😉

Niestety jest pewna prawda życiowa, która nie pomaga takim uzdolnionym aktorom.

Kłamstwo ma krótkie nogi

ale często zgrabne

Kiedy dostrzeżemy, że wychodzi nam to całkiem dobrze i osiągamy zamierzony efekt, możemy być zadowoleni. W końcu osiągnęliśmy swoje. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczyna nas to męczyć, bądź uzależnimy się od tego.

Każda osoba pracująca, o którejś godzinie kończy swoją robotę. Aktorzy po spektaklach bądź dniach zdjęciowych również ją kończą. My jako aktorzy amatorscy, również ją kiedyś kończymy.

Problem polega na tym, że każdy z widzów wie, że aktor w godzinach pracy odgrywa jakąś rolę i jedynie wciela się w pewną kreację.

W naszym przypadku widzowie tego nie wiedzą…

Związek i przyjaźń, czyli komisja weryfikacyjna.

Dopóki fruwasz sobie z kwiatka na kwiatek, nie powinno być problemów. Wchodzisz, obwąchujesz towarzystwo, wyhaczasz sarenkę, robisz swoje i bajlando. Robisz to co Wielki Boras, tylko pomijasz kwestię wymieniania składu Koreii na mistrzostwach świata.

Ale co jeśli, akurat przypadkowo, spotkasz naprawdę fajną i wartościową osobę dla Ciebie i podkusi Cię, żeby oprócz pieprzenia, pogadać z nią chwilę dłużej? Po dłuższej rozmowie okaże się fajną osóbką i zainteresuje Cię coś więcej niż to czy ma wygodne łóżko?

Tu gwarantuję Ci, że prędzej czy później wypieprzysz się sam, niczym władza planująca zerowy deficyt budżetu na kolejny rok.

Jeśli dojdzie do tego, że coś Was połączy, niezależnie od tego, czy to fajny kontakt i skończy się przyjaźnią, czy motylki posmyrają Cię po brzuszku i wkręcisz się w dziewczynę, widząc w niej potencjalną partnerkę, to obie te relacje, wiążą się z bliższym poznaniem Was obojga.

No i tu cię muszę zmartwić samcze, ale nie da się wiecznie odgrywać takiej roli. Pierwsza opcja to taka, że po prostu zamęczysz sam siebie, tym odgrywaniem kogoś innego.

Kogoś, kim nie jesteś.

Druga to taka, że nawet jeśli jesteś bardzo zatwardziały i będziesz to cały czas ciągnął to przy bliższym poznaniu na dłuższą metę to i tak wyjdą różne zachowania i sytuacje, które pokażą drugiej osobie, że albo:

Masz rozdwojenie jaźni

Wersja gorsza.

Albo zwyczajnie kogoś udajesz…

No i w tym momencie dochodzimy do głównego problemu kreowania u siebie fałszywej pewności siebie. Maski samca Alfa.

Niezależnie od tego, czy połączyła Was przyjaźń, czy też miłość…

Ona polubiła / pokochała inną osobę. Nie Ciebie, tylko Twoją kreację.

No i tu podsumowując i cytując klasyk

Koniec, końców… bawić się w to czy nie?

Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sam. Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Przestawiłem Ci plusy i minusy tej wyrafinowanej gry aktorskiej. Każdy uczy się na błędach, więc co z tym zrobisz, to już jest Twoja decyzja.

Sam przerobiłem wielokrotnie wszystko, o czym tu napisałem. Wszystko, o czym piszę na tym blogu, nie bierze się przecież z powietrza. Plusy są bardzo przyjemne i będzie ich o wiele więcej, ale jeśli dojdzie do opisanej w poprzedniej części sytuacji, to możesz tego całego aktorzenia bardzo pożałować. Czasem jeden minus jest gorszy niż kilkadziesiąt plusów.

Ten okres życia mam już na szczęście za sobą. Maski każdego w końcu zmęczą.

Trochę przemyśleń samca. Do alfy jeszcze dążę…

Tytuł mojego bloga

Teraz na bazie swoich obserwacji i doświadczeń kształtuję siebie, tak by alfą być, a nie ją tylko odgrywać.

Trochę więcej o tym w moim pierwszym poście, który zamieszczam poniżej.

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *