Wreszcie! Wreszcie ktoś naukowo dowiódł, dlaczego nigdy nie powinno się używać zdrobnień przedmiotów w jakimkolwiek kontekście, w którym pojawiają się pieniądze lub wartość.
Rzućcie wszystko, co robicie i przekażcie to, proszę, ludziom, którzy na pieniądze mówią”pieniążki”! Jak głosi przysłowie: nikt, kto mówi „pieniążki”, nie będzie miał pieniędzy!
Całość w Gazecie Wyborczej, która pisze o tym, że:
Używanie zdrobnień w opisie dóbr konsumpcyjnych zmniejsza ich wielkość, wartość oraz satysfakcję, jaką można z nich czerpać,
co potwierdzają badania psychologów ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Dowiedli oni, że używanie zdrobnień wpływa negatywnie na wartość przedmiotów i satysfakcję z ich kupowania lub otrzymywania. Niezbicie. Uff.
Na dokładkę – ciekawy wywiad z jednym z ludzi odpowiedzialnych za eksperyment. Cytat:
Kilka miesięcy temu kelnerka w jednej z sieciowych restauracji używała właśnie takiej techniki. Mimo że zamawiałem makaron, pani zapisywała na głos makaronik. Chciałem też, żeby poleciła mi deser, ona zaś doradzała deserek itd. Z miłym uśmiechem podała mi też rachuneczek, ale w świetle naszych badań ta metoda nie jest najskuteczniejsza w uzyskiwaniu wyższego napiwku.
I tego się trzymajmy. A zwracanie na to uwagi ludziom jest moim zdaniem w dobrym tonie. Nie jesteśmy dziećmi.
Teraz pozostaje tylko kontrowersyjny temat „dupeczek”, „laseczek” i mówienia do kobiet per „dziewczynko”, ale tu 100 procent zależy od adresatki, więc jest indywidualny. Są takie, które tego nienawidzą i takie, którym to nie przeszkadza. Ale jakiś naukowiec mógłby zbadać temat.
fot. Gnerk
