Post-imprezowy klasyk

20120519-103546.jpg

Otwieram jedno oko. Otwieram drugie oko. Notuję swoje myśli.

  • Śmierć mózgu.
  • Gdzie ja wczoraj w ogóle byłem?
  • Czy mogę prowadzić samochód?
  • Jak kulturalnie odwołać spotkanie, na które właśnie nie docieram?
  • Skąd mam w głowie słowo „cyndoliery”?
  • NATYCHMIAST SPRAWDZIĆ, Z KIM I JAK PISAŁEM W NOCY.
  • Klasyk, co? Wiem, wiem, poranny standard. Szybki rzut okiem na telefon: SMS-y, połączenia, Facebook. Zrobione zdjęcia. Recykling kontaktów. MMS-y.

    Alkoholowa ruletka, nałóg typowo weekendowy. Jedyny sposób na to, żeby uniknąć rano wstydu: od czwartego drinka nie dotykać nawet telefonu w celu innym, niż zapisywanie namiarów.

    Czy ja się stresuję przy kobietach..?

    Kobieta, z którą zdążyłem się zobaczyć kilka razy, powiedziała w kawiarni:

    Jesteś teraz inny, niż kiedy się widzieliśmy pierwszy raz.

    „Oczywiście, że jestem inny” – mówię – „bo teraz nie mam już stresu i jestem bardziej sobą”. „Jakiego stresu” – pyta – „Ty się stresujesz przy kobietach”?

    Heh… Czy ja się stresuję przy kobietach… Serio?

    Pewnie, że się stresuję. Oczywiście, że tak. Bywa, że nie wiem, co zrobić. Że zapominam języka w gębie. Że jestem sparaliżowany od brody w górę, że muszę na chwilę odejść do baru po wodę, żeby złapać trochę dystansu i nie powiedzieć czegoś tak głupiego, że mógłbym od razu szykować drobne na szatnię. Bywam najgorszy.

    Mało tego. Przy kumulacjach potknięć zaczynam mieć wrażenie, jakbym próbował przybić gwoździem kostki cukru do ściany – cokolwiek zrobię, i tak rozleci mi się na kawałki!

    Mam stres, jak podchodzę do osoby, której nie znam. Mam stres, jak chcę coś powiedzieć. Mam stres, jak rozmawiam z mądrzejszymi. Mam stres, jak nie jestem po drinku. Mam stres, kiedy nie mam przewagi. Mam stres zawsze na tak wczesnym etapie, że na portrecie pamięciowym rysowałbym głównie sukienkę i szpilki.

    Czy ten stres widać? Jasne. Czy da się wyeliminować? Na pewno. Czy chciałbym? Chyba nigdy. Ja się nauczyłem go lubić, rozpoznawać, nie kontrolować, ale biec obok niego. „O” – myślę – „znam to uczucie, sto wersji otwarcia na sekundę. OK, jest dobrze, znany temat. Przynajmniej wiem, co będzie za moment”. I za moment jest już to samo, co zawsze: napędzany niepewnością silnik korekty rozmowy.

    Przypomina mi to trochę bieganie, ten moment, w którym człowiek po pewnym czasie regularnych treningów zaczyna czuć,  że jego zmęczenie jest chwilowe, bo za chwilę przyjdzie drugi oddech. Ale to trzeba wybiegać — i przetrwać pierwsze kilkanaście kryzysów na wczesnym etapie trasy. Przejść z paraliżu – „Kurwa, ZNOWU NADSZEDŁ, albo zaraz spalą mi się uda, albo się uduszę!” – do kontroli: „Aha, to Ty, mój znajomy z czwartego kilometra. Pamiętam, teraz trwasz 5 minut, potem będę już dobrze rozgrzany. Dzięki za sygnał”!

    Ile osób to wie? Wszyscy, którzy nie odpuszczają, ani nie zwalniają przy tym tempa. A ilu ludzi wie, że stres przed pierwszym kontaktem mija po kilku zazębionych zdaniach? Podobnie: ci, którzy się nie wystraszyli.

    ***

    Im dłużej o tym myślę, tym bardziej bym powiedział, że  stresuję się w dużej mierze z szacunku do kobiety. I one powinny odczuwać z tego powodu dumę. Żeby było inaczej, pewnie musiałbym nie być nimi zainteresowany.

    fot. barbdpics

     

    O, takie rzeczy mnie teraz zajmują najbardziej (+ prośba!)

    20120514-225543.jpg

    Takie. Wszystko, co jestem w stanie przeczytać o samodzielnym („samotnym” brzmi chyba zbyt depresyjnie po polsku?) podróżowaniu, połykam za jednym razem i z wypiekami na twarzy.

    Przyczyna jest prosta: robię to niedługo jako test i spełnienie jednego z życiowych marzeń. Nie mam pojęcia, czy mi to wyjdzie na dobre i czy wrócę szczęśliwy. Podchodzę do tego jak do związku obarczonego dużym ryzykiem: po kilku miesiącach przynajmniej będę miał odpowiedź, a nie żal, że nie spróbowałem.

    Przeczytałem już, co ma na ten temat do powiedzenia Cejrowski, co Terzani, kiedyś: Kapuściński, teraz kopię internet. I choć wielu piszących o tym autorów wpada w banał, to szukam dalej. Stąd moja prośba, chyba pierwsza od kiedy w ogóle zacząłem pisać:

    Jeśli znacie jakieś dobre teksty lub książki o samotnym podróżowaniu, podzielcie się ze mną, proszę, ich tytułami lub linkami w komentarzach. Mogą to też być filmy: Lost in Translation to też dobry przykład tego, o co mi chodzi.

    Szukam też informacji skrajnie praktycznych, w rodzaju: „10 rad na bezpieczne noszenie przy sobie tysiąca dolarów w mieście, w którym dziennie ginie bez wieści 120 białych”. Każda pomoc będzie doceniona.

    Ja z kolei obiecuję, że po powrocie opiszę wszystko tak, jak czułem. I dopuszczam ryzyko, że może to być moja porażka.

    Terzani o (nie) wybieraniu

    20120513-143410.jpg

    W ogóle żałuję, że nie wrzucałem wcześniejszych cytatów z jego książek, bo aktualnie przykuł mój mózg łańcuchem do wszystkiego, co napisał.

    Tak, to moje hobby. Wiem, dziwne.

    20120508-221708.jpg

    Mam tak. Idę nocą, wracam do domu. Na ulicy zamroczony uczeń Najmana startuje do trzech innych, podnosi pięści, zaczyna szturmować.

    Przystaję, siadam na murku, wyciągam popcorn, uśmiecham się pod nosem. Jakie to uroczo głupie, myślę, w ataku ułańskiej fantazji iść na wojnę z kimś, kogo główną przewagą jest nie tyle technika czy siła mięśni, ale to, że jest w stanie po prostu utrzymać równowagę.

    Siedzę, patrzę i śmieję się sam do siebie, oglądając przez lata te wszystkie uliczne cepy, interwencje ochrony, laski wyzywające swoich facetów przed tłumem, bohaterów, grożących selekcjonerom opisaniem na forum za nie wpuszczenie do klubów, gości, obiecujących rzeź, jeśli ona nie przyjdzie tu do nich natychmiast

    Im bliżej, tym lepiej. Takie to hobby, dziwne.

    Mam to szczęście, że zamiast agresji, pod wpływem zawsze włącza mi się amant. Koledzy mają czasem materiał na miesiąc obśmiania, ale przynajmniej zęby mam wciąż wszystkie swoje.

    Jak rozumiem…

    20120508-224637.jpg

    …Amerykanie wystawili Indian?

    · Dyskusja:

    Heh. A myślałem, że wspaniałe to dzięki, nie wiem, przyjaciołom? Miłości?

    20120508-215628.jpg

    Rzucę okiem raz na ruski rok na te gazety dla ludzi pasjonujących się życiem innych i musi mnie trafić coś, po czym siedzę i myślę: Jezu, może ja po prostu jeszcze wciąż nie wiem nic o życiu?

    Miałem jakiś czas temu wspaniałe wakacje. Zakochałem się dwa razy w ciągu czterech dni w kobietach w dwóch różnych miastach, z czego jedno z nich to Vegas, a drugie – L.A. I obie mnie skonsumowały. (Kobiety. Miasta, swoją drogą, także).

    Dziś bym po prostu wziął jakąś pigułkę.

    Przestaje mi się podobać ten zalew barów z wódką i śledziem

    20120508-213105.jpg

    Na zdjęciu powyżej niegdysiejsza pijalnia czekolady. Dziś, zgodnie z nazwą, pijalnia wódki za parę złotych i miejsce, w którym opędzlujesz śledzia nocą.

    Słodziutko.

    To, co trzy-cztery lata temu było na mieście powiewem świeżości, teraz zaczyna trącać rybką. Obserwując ulice swojego miasta zaczynam się bać, może trochę na wyrost, że po długim, zauważalnym okresie intensywnego rozwoju nocnego życia i małej polskiej rewolucji, wyciągającej nas wieczorami sprzed telewizorów i z knap na ulice, przyjdzie czas, w którym miejsca o pewnej klasie zastąpi armia klonów Przekąsek Zakąsek, a jako klienci zadowolimy się tym, że lufę można kupić taniej, niż bilet na metro.

    Ostatnio byłem w miejscu, w którym nie potrafili zrobić nawet śledzia. Gówno mnie obchodzi, że był po 8 złotych. Jak można spierdolić śledzia? To jakby zaśpiewać hymn narodowy myląc Dąbrowskiego z Dobrowolskim.

    I tego się głównie boję. Że za chwilę zacznie nam, masowo, wystarczyć, że wóda jest za czwórkę.

    Niech nie wystarczy. Proszę.

    Grzech śmiertelny

    Spośród wszystkich przyczyn, dla których można uznać kobietę za niebyłą, jedna wyróżnia się u mnie nad inne.

    To szczere pokazanie głupoty.

    Nie: słabego intelektu, nie braku zdolności rozumienia. Głupoty. Celowej, tępej głupoty, ubranej w przekonanie o własnym geniuszu i racji.

    Na mojej liście kobieta może być niepunktualna. Może być bałaganiarą. Może nie znać perfekcyjnie gramatyki i ortografii języka polskiego (ale nie może nie znać angielskiego!). W zasadzie może mieć też mało do powiedzenia o świecie. Wiele z tych rzeczy zniosę, wiele spróbuję naprawić. Ale ostatecznie – nieodwołalnie, na zawsze – traci wszystko, kiedy pokaże, że ma za mało w głowie, lecz myśli, że jest najmądrzejsza.

    Nie spotkałem jeszcze takiej, która by to nadrobiła.

    49.

    Na 49-tym miejscu miesięcznego podsumowania słów i fraz, po których ludzie wchodzą na tę stronę z Google, jest słowo: dupy.

    Przeklikałem się przez pierwsze 20 stron wyników wyszukiwania słowa „dupy” w polskim Google. Nie ma mnie tam. A mimo to, oni wchodzą.

    Średnia wizyta osoby, która wpisuje w wyszukiwarkę słowo: „dupy” i trafia na mój blog, trwa jedną sekundę. Ponad 94 procent osób wpisujących w wyszukiwarkę: „dupy” jest tu pierwszy raz, 95 procent z nich od razu ją zamyka i wraca szukać gdzie indziej.

    Jestem bardzo dumny z tych danych.

    · Dyskusja: