
Kobieta, z którą zdążyłem się zobaczyć kilka razy, powiedziała w kawiarni:
Jesteś teraz inny, niż kiedy się widzieliśmy pierwszy raz.
„Oczywiście, że jestem inny” – mówię – „bo teraz nie mam już stresu i jestem bardziej sobą”. „Jakiego stresu” – pyta – „Ty się stresujesz przy kobietach”?
Heh… Czy ja się stresuję przy kobietach… Serio?
Pewnie, że się stresuję. Oczywiście, że tak. Bywa, że nie wiem, co zrobić. Że zapominam języka w gębie. Że jestem sparaliżowany od brody w górę, że muszę na chwilę odejść do baru po wodę, żeby złapać trochę dystansu i nie powiedzieć czegoś tak głupiego, że mógłbym od razu szykować drobne na szatnię. Bywam najgorszy.
Mało tego. Przy kumulacjach potknięć zaczynam mieć wrażenie, jakbym próbował przybić gwoździem kostki cukru do ściany – cokolwiek zrobię, i tak rozleci mi się na kawałki!
Mam stres, jak podchodzę do osoby, której nie znam. Mam stres, jak chcę coś powiedzieć. Mam stres, jak rozmawiam z mądrzejszymi. Mam stres, jak nie jestem po drinku. Mam stres, kiedy nie mam przewagi. Mam stres zawsze na tak wczesnym etapie, że na portrecie pamięciowym rysowałbym głównie sukienkę i szpilki.
Czy ten stres widać? Jasne. Czy da się wyeliminować? Na pewno. Czy chciałbym? Chyba nigdy. Ja się nauczyłem go lubić, rozpoznawać, nie kontrolować, ale biec obok niego. „O” – myślę – „znam to uczucie, sto wersji otwarcia na sekundę. OK, jest dobrze, znany temat. Przynajmniej wiem, co będzie za moment”. I za moment jest już to samo, co zawsze: napędzany niepewnością silnik korekty rozmowy.
Przypomina mi to trochę bieganie, ten moment, w którym człowiek po pewnym czasie regularnych treningów zaczyna czuć, że jego zmęczenie jest chwilowe, bo za chwilę przyjdzie drugi oddech. Ale to trzeba wybiegać — i przetrwać pierwsze kilkanaście kryzysów na wczesnym etapie trasy. Przejść z paraliżu – „Kurwa, ZNOWU NADSZEDŁ, albo zaraz spalą mi się uda, albo się uduszę!” – do kontroli: „Aha, to Ty, mój znajomy z czwartego kilometra. Pamiętam, teraz trwasz 5 minut, potem będę już dobrze rozgrzany. Dzięki za sygnał”!
Ile osób to wie? Wszyscy, którzy nie odpuszczają, ani nie zwalniają przy tym tempa. A ilu ludzi wie, że stres przed pierwszym kontaktem mija po kilku zazębionych zdaniach? Podobnie: ci, którzy się nie wystraszyli.
***
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej bym powiedział, że stresuję się w dużej mierze z szacunku do kobiety. I one powinny odczuwać z tego powodu dumę. Żeby było inaczej, pewnie musiałbym nie być nimi zainteresowany.
fot. barbdpics